|
Niedawno miałem przyjemność prowadzić internetową polemikę z przedstawicielem jednego z wielkich producentów narzędzi informatycznych - Borlanda. Cała dyskusja rozbijała się oczywiście o ceny - najtańsza wersja flagowego produktu Borlanda - Delphi - kosztuje około tysiąca dolarów (plus VAT). Co prawda istnieją wersje darmowe, jednak dyskusja dotyczyła pakietu z możliwością komercyjnego wykorzystania.
Dowiedziałem się, iż od kilku lat Borland nastawia się na dużych klientów i nieomal zupełnie "kładzie lagę" na małych firmach, a potwierdzeniem tego mają być ponoć wyniki finansowe za ostatnie cztery lata...
Wyniki krótkoterminowe. Tak chyba można o nich powiedzieć. Cztery lata jak na pakiet narzędzi informatycznych to niedużo. Bardzo niedużo. Czy więc można uznać takie wyniki finansowe za miarodajne? Nie, one nie są wiarygodne. Znacznie wiarygodniejsze jest obserwowanie trendów, i tego co się dookoła nas dzieje. Warto to sobie uświadomić...
Odnoszę wrażenie, że zazwyczaj rozwój przedstawiciela branży IT wygląda mniej więcej tak: zafascynowany komputerami licealista postanawia związać swoje życie z informatyką, i po maturze wybiera się na studia informatyczne. Mniejsza o to jaki dokładnie jest to kierunek - przyjmiemy tutaj iż w naszym kraju istnieje kilka kierunków (poza samą informatyką) które kształcą przyszłych "ludzi informatyki". Zdobywając wiedzę jako student, nasz młody człowiek potrzebuje także rozrywki, a rozrywka kosztuje. Szybko więc staje przed koniecznością dorobienia sobie, co w naszej branży nie jest rzeczą specjalnie trudną. Tak oto studenci po raz pierwszy trafiają na rynek pracy - bądź jako poszukiwacze praktyk, bądź jako aplikanci do niewielkich firm, które nie wymagają dużego doświadczenia. Bardzo często student posiada jedynie wiedzę wyniesioną z uczelni i kilku książek Heliona, przeczytanych do poduszki.
W praktyce jednak studentowi udaje się załatwić jakąś pracę, która przynosi mu zapewne od kilkuset do tysiąca złotych w każdym miesiącu. W miarę zbliżania się do końca studiów umiejętności studenta, jak i zarabiane przez niego pieniądze szybko rosną. Efekt jest taki, że mając około 25 lat nasz młody profesjonalista zmienia miejsce pracy, przenosząc się do dużej firmy softwareowej. Skuszony lepszymi warunkami pracy i lepszą płacą powoli wciąga się w korporacyjny wir, po pewnym czasie nieoficjalnie awansuje - zdobywa uznanie, przez swój staż pracy inni zaczynają uważać go za guru jego technologii, w końcu zostaje kierownikiem jakiegoś projektu i to on zaczyna mieć decydujący wpływ na konkretne rozwiązanie.
Przejście takiego cyklu wymaga sporo czasu - lekko licząc 10 lat. Ludzie będący teraz kierownikami średniego szczebla czy kierownikami zespołów maja około 30 lat. Prawdopodobnie ich pierwszym kompilatorem, na którym pracowali był Turbo Pascal lub Borland C++. Na studiach zetknęli się z zapewne z Delphi i teraz przy wybieraniu narzędzi informatycznych patrzą na Borlanda łaskawym okiem. Stąd zyski Borlandowi rosną... Działa tu zasada: czego Jaś się nauczy, to Jan będzie lubił...
Niestety (dla Borlanda), kilka lat temu konkurencja odrobiła zadanie domowe, i zaczęła się podnosić po nokaucie, jaki zafundowało wszystkim Delphi. Tak produktywnego narzędzia nie stworzył nikt, ale inni tez mieli oczy. Ludzie poszli po rozum do głowy.
Przedstawiciel Borlanda przyznał - nieomal wprost - że olewają maluczkich, tylko że właśnie Ci maluczcy są ludźmi na studiach bądź świeżo upieczonymi absolwentami. To właśnie oni teraz zaczynają pracować na własną rękę, bądź stawiają właśnie pierwsze kroki w niewielkich firemkach. Tacy ludzie szukają teraz pracy, lecz do największych w branży IT trafią dopiero za 2-3 lata, gdy nabędą już doświadczenia i trochę obrosną w piórka (ciekawy esej na temat rynku pracy: "Everyone thinks they're hiring the top 1%."). Najprawdopodobniej żaden z nich, albo prawie żaden nie będzie miłośnikiem produktów Borlanda. Nie będzie, bo nigdy na nich nie pracował, gdyż były to dla niego narzędzia zbyt drogie... Najprawdopodobniej zaś spotkał się na studiach choćby z inicjatywą ELMS Microsoftu - czyli legalnymi, darmowymi produktami dla studentów z licencją akademicką.
ELMS jest zresztą przykładem odrabiania lekcji przez konkurencję Borlanda. Zabezpieczanie produktu kluczem składającym się z samych jedynek, jak to kiedyś praktykowano, nie jest już czymś pożądanym - studenci nadal pracowaliby będą na wersjach kradzionych. W końcu ktoś poszedł po rozum do głowy i stwierdził, że skoro i tak wszyscy studenci kradną produkty Microsoftu, to może by im te produkty najnormalniej w świecie... dać. Za darmo, ale tylko na czas studiów. W dodatku z minimalnymi formalnościami - nie trzeba nigdzie wysyłać kopii legitymacji, uczelnia załatwi wszystko, nie trzeba biegać za płytkami, można je ściągnąć za darmo z sieci. Klucz nie wygasa po roku... żyć nie umierać. Efektem jest prozelityzm, dzięki któremu Microsoft zjednuje sobie studentów... Przy wyborze narzędzia informatycznego do nowego projektu sporą rolę grają emocje - gdy dwa lubi więcej pakietów programistycznych prezentują podobną wartość w grę wchodzą uczucia - lecz jak obdarzyć uczuciem pakiet Borlanda, którego się nigdy nie miało, bo pracowało się na Visual C++ 6.0 Standard za 169 PLN (cena sprzed bodajże 3 lat)? Trendy, trendy to podstawa. I nie mam tu na myśli koszmarka językowego "trendi", ale to, co to słowo naprawdę oznacza.
Dzisiejsi młodzi informatycy nie znają Borlanda. Dla nich istnieje albo Visual C++ (choć już coraz mniej jest "przeddotnetowców") albo któryś z zupełnie innych światów - trójca MySQL+PHP+Linux ewentualnie Java z Eclipsem. Delphi i C++ Builder to dla nich stworzenia z innej bajki. Do myślenia powinno dać, iż Mistrz Polski.NET (notabene mój kolega z roku), do trzydziestki ma jeszcze parę lat. Czy gdy on i jego generacja (moja generacja...) informatyków "dojdzie do władzy" rynek narzędzi będzie wyglądał tak samo?
Za kilka lat decyzję o wyborze narzędzia do implementacji w ukochany przez Borlanda dużych firmach podejmować będą ludzie, którym tak lekko dziś się pisze "Borland ma za zadanie zarabiać pieniądze". No to zobaczymy ile zarobi.
MB
Polecana na dzisiaj książka: Andrew Troelsen - "C# and the .NET Platform, Second Edition" - znakomite i bardzo rozbudowane wprowadzenie do środowiska .NET i do jego podstawowego języka programowania - C#. Opiuje nieomal wszytsko, co można w .NET zrobic za pomocą C#. Gruba - poad tysiąc stron, całkiem nieźle się czyta. Twarda okładka i naprawdę dobry papier zrobiły na mnie pozytywne wrażenie.
|
|
|