Wybory oczami informatyka

27 maja 2006



   Jakiś czas temu przez nasz kraj przetoczyła się plaga pod nazwą „wybory parlamentarne”. Rozpisane osobno - z niepojętych dla mnie powodów, których zrozumienie wykracza poza ramy tego tekstu – wybory prezydenckie i parlamentarne dopiero niedawno zeszły z głównych stron gazet, ustępując miejsca jedynie katastrofom, po to tylko – aby po kilku miesiącach znów zacząć straszyć... Mając w pamięci niedawne głosowania nad składami obu izb parlamentu oraz wybory na najwyższy urząd w państwie i ich drugą turę, warto spojrzeć na to całe zamieszanie w nieco inny sposób. Wyborczy szum poprzedniej jesieni niósł w sobie kilka wydarzeń dość ważnych z punktu widzenia informatyka i przekazujących sporo informacji o rzeczywistości.
   Dość istotne okazały się w moim mniemaniu dwa wydarzenia. Pierwszym z nich jest ciekawe porównanie statystyk powyborczych: pomimo iż frekwencja stale spada, to ilość kandydatów z wyborów na wybory – rośnie. Można zresztą zauważyć, iż początkowo niewielkie karteczki z listą kandydatów zamieniały się na przestrzeni lat w książeczki do głosowania. Niestety, książeczki znalazły się (zapewne dość słusznie) na cenzurowanym: ich idea polega wszak na tym, że jeden jest widoczny na pierwszej stronie, a inny ukryty gdzieś w środku. W końcu książeczki ostatnio znów stały się kartami.
   W tym miejscu oprócz problemów natury legislacyjnej pojawiły się problemy natury semantycznej: jak bowiem nazwać arkusz rozmiaru mniej więcej A2 na którym oznaczamy osobę, którą uważamy za godną pełnienia obowiązków posła? Nie jest to już „kartka”, słowo „karta” także nie pasuje – czyż nie lepszym określeniem byłaby „płachta” lub wręcz „plakat”? Niestety, „płachta wyborcza” brzmi brzydko, zaś wyrażenie „plakat wyborczy” ma inne znaczenie.
   Ewoluujący problem z semantycznego stał się więc zagadką logistyczną: jak w urnie pomieścić tę olbrzymią ilość papieru? W niektórych lokalach urn było zatem więcej – cóż zatem by się stało, gdyby wszyscy wyborcy jak jeden mąż pojawili się w lokalach? Czy po zapełnieniu się wszystkich możliwych urn wyborczych członkowie komisji zaczęli by się popisywać kreatywnością i z nielicznych, otwartych w niedzielę sklepów, przynieśliby kartonowe pudła? A może na urny przerobiono by pożyczone od sprzątaczek z lokali wyborczych wiadra?
   Hipotetyczne sytuacje, rodem nieomal z Monty Pythona, wbrew pozorom są śmiertelne niebezpieczne dla demokracji: karty do głosowania walające się w okolicach przepełnionych urn to koszmarna wizja – ryzyko nadużyć byłoby olbrzymie.
   W pewien naturalny, i niczym nie skrępowany sposób, koncepcja systemu informatyczne obsługującego wybory uwalnia nas od tego całego bagażu nieprzyjemnych doświadczeń. Ciekawe kiedy dojrzejemy wystarczająco (politycznie, ekonomicznie i technicznie), żeby wybory w całości przeprowadzać za pomocą środków elektronicznych? Terminale wyborcze w lokalach, głosowanie zdalne, głosowanie w domu, elektroniczne urny u ludzi obłożnie chorych – to wszystko bez zużywania ton papieru...
   Drugi aspekt ostatnich wyborów, w których informatyzacja jest konieczna, to modyfikacja list kandydatów w dniu wyborów. Na kilka godzin przed otwarciem lokali wyborczych podano do wiadomości śmierć Wisły Surażskiej i Daniela Podrzyckiego – kandydatów do Sejmu RP (Podrzycki kandydował do Sejmu równocześnie kandydując na urząd Prezydenta). Analiza sondaży przedwyborczych i wyników wyborów pokazała, iż śmierć wspomnianych kandydatów nie miała większego wpływu na wyniki wyborów. Oczywiście wiązało się to z całym szeregiem czynników – mieliśmy bowiem do czynienia z kandydatką Platformy, która była jednym z głównych faworytów wyborów i zajmowała pierwsze lub drugie miejsce w sondażach przedwyborczych, i zgon jednej tylko osoby, w dodatku nie zajmującej czołowego miejsca nie mógł wpłynąć znacząco na sukces całej partii. Z drugiej strony mieliśmy głównego kandydata partii dość marginalnej, której odległość od progu wyborczego była tak wielka, że chyba tylko cud mógłby Polskiej Partii Pracy dać miejsca w Sejmie.
   Działanie Państwowej Komisji Wyborczej pokazało jak bardzo nieprzygotowani jesteśmy na takie sytuacje. Komisje wyborcze wywiesiły w lokalach informacje o fakcie śmierci kandydatów – lecz samo wywieszanie obwieszczeń jest mocno dyskusyjne z kilka powodów. Pierwszym z nich jest natłok informacji wizualnej podczas głosowania: lokale są obwieszone wieloma obwieszczeniami i instrukcjami, zaś kolejne z nich może po prostu umknąć uwadze głosujących. Z drugiej strony pomieszczenie takiej informacji w kabinach do głosowania zwróci uwagę wyborców – być może nawet przyciągnie uwagę części z nich do tego stopnia, iż zainteresowani nazwą partii z której pochodziła zmarła osoba zmienią swe postanowienie (o ile takowe mieli) i zagłosują właśnie na ten komitet wyborczy. Oczywiście badanie skali sugestii wykracza poza ramy niniejszego rozważania, i należy je zostawić psychologom, jednak już sam fakt, iż takie wątpliwości się pojawiają, jest znaczący. Trzecim problemem to, że komisja nie może dokonywać skreśleń na kartach do głosowania, przez co wyborcy mogą mieć zupełnie mylny obraz sytuacji i zagłosować na osobę zmarłą. Przepisy dotyczące reguł traktowania takiego głosu są dość zawiłe i część wyborców może ich nie zrozumieć – co więcej, można się obawiać iż błędy popełni wtedy także komisja wyborcza.
   Patrząc z perspektywy tych dwóch wydarzeń związanych z ostatnimi wyborami w Polsce dojść można do wniosku, iż prawidłowo zaprojektowany w fazie koncepcyjnej system, może umożliwić rozwiązanie wielu niespodziewanych problemów pojawiających się w czasie wyborów. Sęk w tym, że dokładne zrozumienie dziedziny problemu jest największym wyzwaniem stojącym przed informatykami. Pojęcie rzeczywistych celów i oderwanie się od myślenia schematami jest nam najbardziej potrzebne. Tylko wtedy bowiem będziemy tworzyć elastyczne, odporne na zdarzenia zewnętrzne systemy, dzięki którym życie ludzi będzie łatwiejsze i przyjemniejsze. A o to przecież w tej całej zabawie chodzi.
Made with CityDesk
Ostatnia modyfikacja: 8 sierpnia 2006
(c) Michał Bielamowicz, Kraków 2005 - 2006
e-mail: michal(at)bielamowicz.info